- No dobrze, obiecuję, że wszystko poprawię, aaa...mogłabym pójść dzisiaj na nockę do Vicky? - proponuję.
- Nie, dzisiaj uczysz się na poniedziałek. Masz szlaban do puki nie poprawisz ocen...
- Ale...
- Idź do pokoju i tak ci się nie uda mnie na nic na mówić. - moja mama założyła okulary na nos i schowała się za gazetą.- No dobrze...- mruknęłam pod nosem. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżku, łapiąc po drodze telefon. Napisałam do Victory. Już wiem, że Vicky sama sobie na wszystko pozwala, więc nie muszę nic mówić. Jestem ciekawa co tym razem wykombinuje. Nie wyjdę z domu, ponieważ mojej mamy nie da się na nic namówić, z tatą tak samo. Po paru minutach usłyszałam, że ktoś rozmawia z moją mamą na dolę, usiadłam na schody by zobaczyć kto to. Co prawda to kobieta, ale na pewno nie Viv, moja przyjaciółka mieszka niedaleko, ale dojście zajmuje jej około dziesięciu minut. Spojrzałam na osobę, to szczupła blondynka. Liliana.
- Co ty tu robisz? Nie pamiętam żebym cię zapraszała...- sztucznie się uśmiechnęłam. Lily, jest moim wrogiem od siódmej klasy. Przeprowadziła się tu z ojcem i w pierwszy dzień szkoły...już ją znienawidziłam. Chłopak, który podobał mi się od dawna, po prostu poleciał na nią. Tak wiem..."Przecież to nie jej wina" Tylko, że to ona go całowała na moich oczach kiedy dowiedziała się co do niego czuję, ale mniejsza. Czemu tu jest? Nie rozumiem.
- Oddaję tylko listy, wyluzuj...- wyśmiała mnie dziewczyna.
- Przytyłaś czy mi się wydaję?- dogaduję jej. Nagle przez drzwi weszła Vicky. Wow, szybciej niż zwykle chyba ma dzisiaj wenę na myślenie. Liliana tylko prysnęła podała papiery mojej mamie i wyszła. Toria przywitała się z moja mamą, troszkę z nią pogadała, a następnie poszłyśmy na górę do mojego pokoju.
- I co? Masz jakiś pomysł na wyrwanie się z czterech ścian? - śmieje się dziewczyna.
- Nie, chociaż...Zanocuj dziś u mnie...- mówię z uśmiechem.
- Ale jak to? Przecież miałyśmy wyjść na ognisko z Damonem, Crisem i Nickiem.
- O to się nie bój. Nie śmiej się ze mnie...mam drabinę pod oknem. - obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.- Żartuję...Wyjdziemy jak ludzie, przez drzwi...
- Twoja mama..
- O dwudziestej jest ognisko. Moja mama jest po nocnej zmianie i idzie zaraz spać. Uda nam się wyjść. Zadzwoń tylko do chłopaków, żeby byli punktualnie pod "zielonym zaułkiem"
- Co? Przecież tam przesiaduję te wszystkie dresy i menele?
- Tak wiem, ale tam jest najbliżej, nie chce nigdzie chodzić, okej? - spojrzałam na nią i poszłam założyć nową bluzkę i najcieplejszą bluzę jaką mam. - Zejdę na dół powiem, ze zostajesz u mnie i będziesz tłumaczyć mi matmę do północy.
- Hahaha, idź kłamco - wyśmiała mnie Viv.
Wytłumaczyłam wszystko mamie i wróciłam do Vicky. Pogadałyśmy chwilę i przygotowałyśmy się do wyjścia. Victoria sprawdziła czy moja mama śpi, a ja zobaczyłam czy nie ma nikogo na dolę. Wszystko poszło po naszej myśli. Pobiegłyśmy pod wyznaczone miejsce ponieważ za pięć minut mieli pojawić się tam chłopcy. Usiadłyśmy na pod sklepem, było tam jasno, więc jednocześnie bezpieczniej. Rozmawiałyśmy między sobą, przechodziło dość dużo osób, nie zdziwię się jeśli szło na ognisko, to nie maleńkie wydarzenie wśród nastolatków to ognisko uświadamiające nam, ze za miesiąc wakacje.
- Haha, widzisz jak siedzą, pewnie na klientów czekają - usłyszałam głos za rogiem.
- Pomyliło ci się coś! - odkrzyknęłam do dziewczyny. Haha, nie wierzę. Liliana.
- Ooo... wiedziałam, że to ty - za nią stała dwójka chłopaków.
-no to teraz wiesz...ej nie musisz tu podchodzić i tak nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
- Ej, ej. Ona ci coś robi? - odezwał się chłopak w krótkich włosach.
- Jeśli nie wiesz o co chodzi, proszę nie wtrącaj się.
- Dobra, Rose, chodź przejdziemy gdzieś. - Viv pociągnęła mnie. Szybko ulotniłyśmy się z miejsca kłótni.
- Boże, ale się przestraszyłam, nie zaczynaj kłótni, Ross.- nagle poczułam, że na kogoś wpadam, a następnie upadam na ziemię.
- Kur...de!
- Uważaj!- krzyczy na mnie zielonooki chłopak. Podnoszę twarz.
- No przepraszam bardzo, ale to nie ja wpadam na ludzi!
- No jak to? A co się teraz stało? Zresztą nie ważne.- chciał pomóc mi wstać.
- Umiem wstawać. O, i jestem nauczona kultury której ty nie masz... Nie wiesz, że powinieneś przeprosić? - wyrzucam.
- Hmm...przeproszę, ale podaj mi swój numer.- puszcza do mnie oczko.
- Haha, nie. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. - odwracam się na pięcie. Chłopak łapię mnie za nadgarstek.
- Przepraszam, kochanie...Daj mi numer, muszę mieć z tobą kontakt. - przyciągnął mnie do siebie.
- Niestety...- wyrywam się z objęć i idę przed siebie razem z Vicky.
- Zajebiste nogi, kochanie. - krzyczy chłopak za mną. Popatrzyłam się na Viv, śmiała się ze mnie.
- O co chodzi?- uśmiecham się do niej.
- Nie widzisz jakie masz branie - śmieje się. Kręcę głową. Odwracam wzrok i widzę jak na chodnik wjeżdża samochód Tristana. Razem z Vicky wsiadłyśmy do auta. Z tyłu siedział ten Nick, któremu podobno się podobam. Viv chce mnie z nim poznać. Ciągle mówi jaki to on jest dla mnie idealny. Nie szukam chłopaka, w swoim czasie.
- Hej, jestem Nicolas. - całuję mnie w policzek na przywitanie. Nie za szybko?
- Rossy - uśmiecham się, Przez resztę drogi, chłopak gapił się na mnie, a inni porozumiewali się między sobą. Troszkę, wkurza mnie, że chłopak myśli, że ma u mnie szanse, niestety nie i przykro mi bardzo, ale jeśli sam tego nie zrozumie to będę musiała da mu kosza. Auto się zatrzymało i wyszliśmy z samochodu. Nick pomógł mi wyjść. Przeszłam do przodu z Victorią. Odwróciłam się udając, że poprawiam włosy, żeby sprawdzić czy gapi się. Haha, nie inaczej.
- Słuchaj, zabierz go, bo nie ręczę za siebie. - szepczę do przyjaciółki.
Nicolas jest przystojny, dobrze zbudowany, miły, ale nie dla mnie. Po prostu mnie nie interesuję. Nie podoba mi się.
- A może podoba ci się tamten z pod sklepu - śmieje się Viv.
- Hmmm, trochę - kłamię.
- Żartujesz... - dziewczyna otwiera usta ze zdziwienia.
- Tak, nie martw się - uśmiecham się.
- Ej, patrz... O wilku mowa.
Odwracam się. Chłopak w lokach kłóci się z Nickiem.