czwartek, 16 października 2014

Rozdział 2.

Podeszłam dowiedzieć się o co chodzi. Byłam od nich około dziewięć metrów, a i tak słyszałam ich wrzaski.
- Nie widzisz, ślepy jesteś? - krzyczy Nick, wskazując na lekko zdarty lakier z auta.
- Daj spokój, Nick. - odciąga go Tristan.
- Słuchaj się kolegi, ułomie. - śmieje się lokanty. Za nim stoją tamci chłopacy co byli wtedy z Lilianą pod sklepem. No super ona też tu jest.
- Ej, co jest? - pytam się. Chłopak w loczkach spojrzał na mnie i uśmiechnął się. - Hej. - odwzajemniłam gest.
- To twój kolega, słoneczko? - nieznajomy zwraca się do mnie. Kiwam głową. - Oj, głupia sprawa. Chodź pogadamy. - zielonooki łapię mnie za rękę i ciągnie za sobą. Patrze się na Vicky, ona wzrusza ramionami. Całą scenę ogląda Nicolas.
- Człowieku, odwal się od niej. - szarpie go za ramię. Chłopak odwraca się i uderza go w twarz. Nick oddaje.
- Stop! - krzyczę i wchodzę między nich. - Ty się ogarnij. - wyrywam się z uścisku chłopaka. Patrzę na Nicka. - Ruszcie głową, to nie boli - zwracam się do obojga. Czuję jak nieznajomy wkłada mi coś do kieszeni w spodniach. Kiedy podnoszę rękę by to wyjąć on zatrzymuje mnie i odchodzi.
- A wy nic nie robicie? - mówię do Chrisa i Damona. Obaj wzruszają ramionami. Odchodzę dalej udając, że sprawdzam telefon, a tak naprawdę wyciągam liścik od chłopaka.
"Zadzwoń, kochanie :) [podany numer]" - uśmiechnęłam się. Zaskakuje mnie, że taki przystojny chłopak interesuję się moją osobą, jednak wolę nic nie robić, bo to pewnie jakiś żart, albo coś nie poważnego.

Ognisko mięło bardzo szybko, teraz jest godzina dwudziesta czwarta. Oczywiście Mikky nie zrozumiał, że nic z tego i robił swoje. Wkurza mnie to, bo pewnie teraz będzie trzeba z nim wychodzić. Może spróbuję pogadać z Damonem, wiem, że go nie lubi, więc będzie dobrze.
- Już jesteśmy, Dobranoc, słońce. - uśmiecha się Damon.
- Dobranoc, kochanie. - wysyłam mu całusa i śmieje się.- Viv, chodź szybko..- z Damonem przyjaźnię się już od trzech lat. Wpadłam kiedyś na niego, a akurat wtedy był rozbity po zerwaniu. Aż do teraz się wspieramy i jesteśmy przyjaciółmi. Dzięki nam Vicky i Christan się poznali, ponieważ Tristan to brat Damona, a Vicky to moja kumpela.
Patrze na dom. Nie ma nigdzie zapalonych lampek. Chyba nikt nie wstał, mam taką nadzieję. Jeszcze pamiętam jaki opieprz miałam jak wróciłam pięć minut po czasie. To co by było gdyby moi rodzice dowiedzieli się, że wymykam się z domu.
Szybko weszłam z Vicky do domu i pobiegłam z nią do mojego pokoju. Wzięłyśmy szybki prysznic i poszłyśmy spać. Położyłam się na materacu, ponieważ pozwoliłam spać Viv na łóżku. Troszkę się zastanawiam czy napisać. Nie wiadomo czy jeszcze go spotkam, chociaż nie wiem też czy to ma być na poważnie czy pomyślał sobie po prostu "O jaka fajna dupa".

- Ej, bo masz trzydzieści minut, więc ruszaj cztery litery. - krzyczy Vicky. - A...byłam w domu na parę minut, po ciuchy i... pamiętasz, że mamy dzisiaj ten wykład o egzaminach końcowych?
-Yyy...tak, tak. Zaraz wracam pójdę do łazienki. - pobiegłam do toalety, ubrałam się, wzięłam prysznic, nałożyłam makijaż i umyłam zęby. Codzienna poranna rutyna. Pobiegłam do kuchni po jakiś kanapki które zrobiła moja mama. Razem z Victorią usiadłyśmy na łóżku.
- Zadzwonisz do niego?
- Do...kogo? - nie wiem czy chodzi o lokantego czy Nicolasa.
- Nicka! Jest super chłopakiem! A o kim myślałaś?
- No o nikim... - wymykam się. - Vicky, cholera... Nie wkurzaj mnie, bo nie umówię się z nim. Nie jest w moim guście i proszę cię powiedz mu coś, bo nie wytrzymam.
- Ty mu powiedz. - jak ja nienawidzę dawać kosza. Jednak nie wytrzymam z nim.
- Ma cię dzisiaj gdzieś zaprosić po szkole, więc możesz pójść wcześniej do domu, żeby go nie spotkać. Powiem, że zachorowałaś. - przytuliłam przyjaciółkę.
Po naszej rozmowie pojechałyśmy z moją mamą do szkoły. Troszkę się spóźniłyśmy...no, ale trudno, przecież pięć minut nic nie zmieni. No to teraz trzy godziny gadaniny.

-Tak, tak, może ja już pójdę. Na prawdę mi nie dobrze, pewnie się zatrułam. - kłamię nauczycielce.
- Dobrze. Do widzenia.
- Do widzenia.
Szybko wyszłam ze szkoły. Centralnie przed bramą stało czarne BMW. Drzwi uchyliły się, a zza nich wyszedł chłopak. Oparł się o maskę i patrzył na mnie.
- Pamiętasz mnie jeszcze? - uśmiecha się do mnie. Nikt inny tylko...Jak on ma na imię? - Jestem Harry, zapomniałem się przedstawić, przepraszam. - całuję mnie w policzek.
- Rossaline, ale mów jak chcesz.
- Mmm... jak pięknie. - patrzy mi w oczy.
- Stary, tandetny podryw, kochanie...Haha - śmieje się.
- Powiedziałaś kochanie, więc wybaczam.
- Nie w tym kontekście -
- Oj...Nie ważne. Czemu nie zadzwoniłaś?
- No, bo... zgubiłam te .karteczkę. - kłamię.
- Okej, to podaj mi swój numer. - Teraz trzeba pomyśleć. Jeśli podam mu ten numer zgodzę się na to żeby utrzymywał ze mną kontakt, jeśli nie oleje go i pewnie da mi spokój. Spróbuje.
- Dobrze, chociaż... hmm... nie jestem pewna. - uśmiecham się.
-A jeśli zaproszę cię na imprezę to...zlitujesz się, kochanie? - boże. Harry ma świetne dołeczki. Kocham je!
- Okej, ale wiesz co muszę iść już do domu, bo zaraz skończą się lekcje i...
- Hej, Rossy. Zaczepił cię?
- Hej, nie nie... Co tu robisz Nick? - sztucznie się uśmiecham.
- Chciałem cię spytać czy nie wyskoczyła byś dzisiaj ze mną gdzieś. - jeszcze tego brakowało. Całej akcji przygląda się lokanty. Cicho się śmiał aż nie usłyszał, że Nicolas chce się ze mną umówić.
- Ej, stary... Nie widzisz tu mnie?
- O, nie, nie zauważyłem. - szczerzy się Nick.
- Tak dla twojej informacji, Rose wychodzi dzisiaj ze mną, więc odjeb się. - Nicolas uderza Harry`ego w twarz. Chłopak rzuca się na Nicka. Stoję jak wryta widząc, że Mikky krwawi. Jednak rolę szybko się zmieniają. Odciągam Nicka od lokantego. Brunet  uderza mnie odruchowo w twarz.
- Boże Rose, przepraszam.
- Widzisz...Jebany damski bokser - Harry łapię mnie za rękę i otwiera drzwi do auta. - Zawiozę cię do domu, Rossie.
- Okej. - mówię trzymając się za policzek. Chłopak odjeżdża parę metrów dalej i zabiera dłoń z mojej twarzy.
- Kochanie, boli?
- Nie mów tak do mnie proszę cię.
- Coś się zmieniło? Zrobiłem coś?
- Możesz mnie zabrać do domu? - Harry kiwa głową. Zrobił tak jak powiedziałam. Całą drogę siedzieliśmy w milczeniu. Nic się nie zmieniło tylko po prostu straciłam przez nich humor. Nicolas mógł by się ogarnąć, a Harry nie rzucać się na niego, chociaż ja też bym oddała. Zielonooki stanął przed moim domem. Wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi. Wystawił rękę, ale ja to olałam i wyszłam sama.
- Nie zostawię cię w takim stanie.
- Powiedziała bym, że nie potrzeba, ale i tak wejdziesz, więc zapraszam. - dobrze, że nie ma moich rodziców, bo co to by było gdyby mój ojciec zobaczył, ze się znam z jakimś chłopakiem. Od zawsze nie pozwalał mi chodzić na randki i mnie sprawdzał. Mam nadzieje, ze to się już nie powtórzy.
Otwieram drzwi kluczem i zapraszam chłopaka.
- Panie przodem. - uśmiecha się i przepuszcza mnie. Idę z nim na górę.
- Nie patrz mi się na tyłek.
- Mhm.
- Zaraz dostaniesz. - odwracam się do niego.
- A mogę buziaka? - zbliża się do mnie.
- Nie... - śmieje się.
- No proszę...- kiwam głową. - aaa... w policzek? Podchodzę do niego. Nachylam się. Chłopak nagle odwraca głowę.
- Wiedziałam. - i co? Wyszło na moje. Nie mam zamiaru go całować nawet w policzek. - Chodź pomożesz mi i możesz mykać, ponieważ zaraz wróci moja mama i nie będzie wesoło wiesz...
- Hmm... no dobrze.

Info
W następnym rozdziale spróbuje pisać w innym stylu ;)